Dywersyfikować czy nie – siła skupienia i radość z drogi w biznesie
W dzisiejszym odcinku przyglądamy się wyzwaniu, przed którym staje wielu przedsiębiorców: dywersyfikować biznes, czy skupić się na jednym przedsięwzięciu? Odcinek obfituje w przemyślenia na temat pułapek i pokus, jakie czekają na przedsiębiorców, gdy:
- Pojawia się moment zwątpienia – kiedy aktualne projekty nie przynoszą spodziewanej satysfakcji lub są pełne wyzwań, pojawia się naturalna chęć spróbowania czegoś nowego.
- Cele tracą swój blask – osiągnięcie wymarzonego celu daje tylko chwilowe zadowolenie, które szybko ustępuje miejsca pragnieniu nowych sukcesów. Czy warto pozwolić, aby ciągła pogoń za kolejnymi celami przesłoniła radość z drogi, jaką codziennie pokonujemy?
- Dywersyfikacja biznesu vs. koncentracja – omawiane są wady nadmiernego angażowania się w wiele projektów równocześnie, które rozpraszają naszą energię. Zbyt szerokie rozłożenie zasobów może osłabić naszą skuteczność, podczas gdy skupienie się na jednym przedsięwzięciu daje większe szanse na trwałe rezultaty.
Odcinek przypomina, że:
- Najważniejsze jest zarządzanie energią, nie czasem – odpowiednie gospodarowanie energią, nie tylko czasem, pozwala osiągać lepsze efekty. Przedsiębiorcy często zapominają, że mają ograniczoną pulę zasobów, a każda aktywność wymaga określonego poziomu zaangażowania.
- Trawa po drugiej stronie może wydawać się bardziej zielona – w chwilach zwątpienia łatwo myśleć, że inne przedsięwzięcia są bardziej ekscytujące i perspektywiczne, ale często w naszym obecnym biznesie tkwi ukryty potencjał, który można odkryć i rozwijać.
- Warto cieszyć się z drogi, a nie tylko z osiągania celu – droga przedsiębiorcy to wyboista, ale też satysfakcjonująca przygoda, która nie tylko przynosi sukcesy zawodowe, ale też zmienia nasze życie oraz życie naszych klientów i współpracowników.
W tym odcinku znajdziesz cenne wskazówki, jak lepiej zrozumieć swoją przedsiębiorczą naturę, zapanować nad nią i uniknąć rozproszenia energii, które często towarzyszy chęci angażowania się w wiele projektów równocześnie.
Droga Przedsiębiorcy – posłuchaj i nabierz rozpędu!

Posłuchaj odcinka
W tym odcinku
Dlaczego satysfakcja z osiągniętych celów tak szybko mija
Ten odcinek jest trochę inny od wcześniejszych. Mniej w nim sprzedaży, więcej przedsiębiorczych pokus, pozornie unikatowych okazji biznesowych i wiecznie atrakcyjnego pytania, czy dywersyfikować przedsięwzięcia, czy skupić się na jednym.
Kiedy przychodzi słabszy czas, coś się nie udaje, ktoś zawodzi albo po prostu jesteś zmęczony ciągłą jazdą na wysokich obrotach, trawa po drugiej stronie płotu zaczyna wyglądać lepiej. W głowie pojawia się kraina miodem i mlekiem płynąca, pełna tęczy i różowych jednorożców, w której sprawy mają się po prostu lepiej. Wracają też pytania: czy ten wysiłek jest tego wart, gdzie postawić granicę między życiem biznesowym a prywatnym i czy nie nadchodzi kiedyś pora, żeby powiedzieć sobie „wystarczy” i cieszyć się tym, co jest.
W rozmowach ze znajomymi przedsiębiorcami i klientami ciągle przewija się motyw pogoni za celami. Wkładamy ogrom wysiłku, żeby dotrzeć do punktu, w którym wreszcie poczujemy spełnienie. Kiedy tam docieramy, cel automatycznie zamienia się w nowy, zwykle ambitniejszy, a to, co wydawało się odległe i trudne do zdobycia, powszednieje i staje się normalnym stanem. Wykręciłeś wymarzony wynik finansowy albo kupiłeś auto, które kiedyś było szczytem marzeń, a w chwili, gdy siadasz za kierownicą, staje się ono nowym standardem. Może nawet zastanawiasz się, czy warto było wydać tyle na nową zabawkę.
Jeden z klientów opowiadał mi niedawno, że ciężko pracował na swoje pierwsze mieszkanie na wynajem. Gdy już je kupił, pomyślał: „i co z tego… teraz daleka droga do kolejnych 49”.
Cel to punkt w podróży, droga to codzienne życie
Zadowolenie z osiągnięcia trwa krótko, a głód kolejnych, większych sukcesów zostaje. Ambitne cele są świetne, ale jeśli uznamy je za najważniejsze i powiążemy z nimi poczucie spełnienia, satysfakcji i dobre samopoczucie, przez większość czasu możemy czuć frustrację. Cel to tylko punkt w podróży. Droga do niego to całe nasze codzienne życie.
Droga przedsiębiorcy daje zwykle sporo satysfakcji, dopóki odległe cele nie przyćmią radości z jej doświadczania. „Ciesz się z małych rzeczy” to dobra rada, choć trudno ją stosować. Łatwiej, kiedy pomyślisz, że tak naprawdę masz tylko obecną chwilę, bo przeszłość bezpowrotnie minęła, a przyszłości może nie być. Ważniejsze od tego, jak blisko celu jesteś, jest moim zdaniem pytanie, czy jesteś na właściwej drodze.
Mam wrażenie, że brak pełnej satysfakcji to element przedsiębiorczej natury. Dlatego podejmujemy wysiłek i mierzymy się z kolejnymi przeciwnościami: czujemy niedosyt, jesteśmy głodni sukcesu, tylko że jego definicja zmienia się w locie. Z tego naturalnego ciążenia ku kolejnym etapom rozwoju biorą się dylematy związane z nowymi okazjami biznesowymi, czyli przedsięwzięciami, które mają nas wnieść na kolejny poziom.
Pokusa nowych przedsięwzięć i wejście w nieznaną branżę
Wielu ludzi ulega tej pokusie i angażuje się w coraz to nowe projekty, bo każdy miał być tym, który przyniesie upragniony sukces. W większości z nich nie wytrwają na tyle długo, żeby sukces miał czas nadejść.
Wchodzisz z entuzjazmem w obszar, o którym niewiele wiesz? Brawo za odwagę i szykuj się na bolesną naukę. Większość rzeczy wygląda na łatwe, kiedy robi je ktoś, kto się na tym zna, a im głębiej wchodzisz, tym więcej odkrywasz poziomów wtajemniczenia. Dotyczy to gry na gitarze, sklejania modeli i poznawania nowej branży. Świeże spojrzenie ma swoje zalety, bo możesz wnieść nową jakość i zyskać przewagę. Jeśli jednak wchodzisz na znany rynek z mocną konkurencją, czeka Cię sporo zaległości do odrobienia. Chyba Einstein powiedział, że jeśli czegoś nie da się zrobić, trzeba to dać komuś, kto nie wie, że się nie da, a on to zrobi. Tylko że głośno jest o historiach sukcesu, a o tych, którzy polegli, próbując, raczej się nie mówi.
Jeśli masz doświadczenie w branży, która rokuje, lepiej włożyć wysiłek w wyniesienie firmy na wyższy poziom, niż startować w czymś nowym, gdzie pozornie jest super, a Ty masz mnóstwo podstaw do nadrobienia. Nie ma łatwych zwycięstw. Praca czeka po obu stronach płotu, tyle że swój trawnik już znasz, a co jest u sąsiada, jeszcze nie wiesz. Nikogo nie zniechęcam do przedsiębiorczych wyzwań, zachęcam jedynie do mierzenia sił na zamiary i rozsądnego gospodarowania energią.
Kiedy opłaca się być pionierem, a kiedy okazja to tylko błyszcząca rzecz
Dwa razy byłem wczesnym ewangelizatorem i wiem, ile to kosztuje wysiłku. W 2007 roku zacząłem opowiadać o aplikacjach mobilnych, zanim to pojęcie weszło do powszechnego obiegu, gdy za oceanem ledwie pojawiły się iOS i Android. Drugi raz, około 2014 roku, przekonywałem ludzi do koncepcji generowania oprogramowania, która staje się popularna dopiero teraz, dziesięć lat później.
Przecieranie szlaków ma moim zdaniem sens tylko wtedy, gdy widzisz naprawdę dużą szansę biznesową i chcesz wykorzystać przewagę bycia pierwszym na rynku. Kiedy nie ma benchmarku, nikt nie wie, jak to się robi, albo rodzi się nowa kategoria biznesu, determinacja może Ci dać dobrą pozycję i skojarzenie z całą kategorią. Tak jak buty sportowe to adidasy, pieluchy to pampersy, a googlować znaczy szukać czegoś w internecie.
Czai się tu jednak pułapka timingu, bo źle jest wejść na rynek zarówno za wcześnie, jak i za późno. Microsoft pokazał swój Tablet PC w 2002 roku i produkt kompletnie się nie przyjął. iPad zaprezentowany przez Apple w 2010 roku okazał się wielkim sukcesem. Microsoft wrócił z tabletem w 2012 roku, ale karty były już rozdane, a iPad często jest dziś synonimem tabletu. Dlatego nawet szansa, którą widzisz poza swoim obecnym biznesem, czasem okazuje się tylko błyszczącą rzeczą, która odciąga Cię od wartości, jaką dziś z powodzeniem dostarczasz rynkowi.
Czy dywersyfikacja biznesu ma sens?
Wiele osób powtarza, że trzeba dywersyfikować, bo lepiej mieć kilka źródeł przychodu. Prędzej czy później z jednym coś się stanie, a wtedy zostaną inne. Na dowód pokazują bardzo zamożnych ludzi, współwłaścicieli wielu firm. Owszem, mają mnóstwo inwestycji, ale zdecydowana większość z nich najpierw zarobiła duże pieniądze na czymś, na czym skupiała się przez 20, a nawet 30 lat. Reinwestować i mocno dywersyfikować zaczęli dopiero z dużym kapitałem, a budowanie kapitału to inne zagadnienie niż jego utrzymanie i pomnażanie.
Czym innym są też raczej pasywne inwestycje kapitałowe, a czym innym prowadzenie kilku firm równolegle. Gdy dywersyfikacja wymaga Twojego osobistego zaangażowania, robi się dużo trudniej, niż się wydaje. Nawet z zespołem od bieżącej operacji i przetartymi procesami samo przełączanie się w głowie między firmami kosztuje sporo energii. A jeśli firma nie ma jeszcze rozbudowanej struktury i czasem musisz pracować w niej, a nie nad nią, przypominam, że doba ma tyle godzin, ile ma, a sen i wypoczynek są bardzo ważne.
Boisz się, że skupiając się na jednym, przegapisz okazję życia? Richard Branson mówi, że okazje biznesowe są jak autobusy, zawsze jakiś zaraz nadjedzie. Sam założył bardzo wiele firm, ale dopiero po pierwszym sukcesie z wytwórnią Virgin Records, a kolejnym dużym przedsięwzięciem, liniami lotniczymi, zajął się dwanaście lat później.
Zarządzanie energią zamiast czasem, czyli siła skupienia
Wyobraź sobie, że Twoja energia jest duża, ale rozchodzi się we wszystkich kierunkach, jak energia słońca rozpraszana po całym układzie słonecznym. Skumulowana w jednym skondensowanym strumieniu mogłaby pewnie zniszczyć każdą planetę w okolicy albo dotrzeć na krańce galaktyki. Tak samo działa lupa: skupione promienie przy odrobinie cierpliwości wzniecą ogień. Nasza energia życiowa też ma swoje granice i liczy się, gdzie i jak ją kierujesz.
Wielu ludzi wciąż próbuje zarządzać czasem. Ja uważam, że skuteczniej jest zarządzać energią. Mogę idealnie zaplanować dzień w kalendarzu i wcale nie wykorzystać go najlepiej, bo różne zadania wymagają różnego zaangażowania i uwagi, a godzina skupionej pracy nad właściwymi sprawami potrafi dać spore rezultaty. Z wieloma firmami jest podobnie. Możesz zasilać każdą po trochu albo skumulować wysiłek i jedną rozwinąć do większej skali niż kilka innych razem wziętych.
Prowadzić wiele przedsięwzięć oczywiście można, tylko po co się męczyć? Skupienie na jednej firmie, wytrwałość i iterowanie modelu biznesowego najprawdopodobniej w końcu przyniosą rezultaty, choć zmiana firmy małej w średnią wymaga czasu, testów, błędów i siły charakteru. Pewnie znasz ludzi, którzy nie mają Twoich talentów, prowadzą firmy w mało ekscytujących branżach, ale robią to konsekwentnie od lat i dziś zbierają owoce. Cudze chwalicie, swojego nie znacie. W Twoim modelu biznesowym czasem nawet mała zmiana przynosi spektakularne efekty. I czerp satysfakcję z drogi, nie tylko z celu.


