Wiedza

Jak rozwinąć firmę B2B – poradnik dla przedsiębiorców

jak rozwinąć firmę technologiczną

Prowadzisz firmę technologiczną B2B od kilku lat i na początku było prosto: dostrzegłeś szansę, zacząłeś działać, pojawili się pierwsi klienci. Nie musiałeś mieć wielkiego planu. Wystarczyło robić dobrą robotę i kolejni klienci pojawiali się sami. Polecenia, networking, reputacja w branży.

Z czasem jednak coś się zmieniło. Firma nadal działa, nadal sprzedaje, nadal ma klientów. Ale przestała rosnąć tak, jak powinna. Albo rośnie, ale Ty tego wzrostu nie czujesz, bo każdy nowy klient to więcej pracy, więcej zamieszania i mniej spokoju.

Brzmi znajomo? To nie jest wyjątkowa sytuacja. To wzorzec, który widzę u dziesiątek firm, z którymi pracuję od lat. Większość firm technologicznych B2B, z którymi pracuję, nie ma problemu z jakością tego, co robi. Mają zespół, know-how, realizacje, referencje. A mimo to sprzedaż nie rośnie tak, jak powinna. Albo rośnie, ale kosztem właściciela, który zamiast prowadzić firmę, cały czas ją ratuje.

Przyczyny rzadko są tam, gdzie się ich szuka. Nie w braku leadów, nie w cenie czy w konkurencji. Są głębiej, w sposobie w jaki firma jest zbudowana, w tym czego w niej brakuje. W tym artykule opisuję mechanizmy, które najczęściej blokują rozwój firmy technologicznej, oraz dziewięć obszarów, w których te mechanizmy widać najwyraźniej. Pomijam oczywistości. Zostawiam to, co najczęściej decyduje o tym, czy firma przebije kolejny pułap przychodów, czy zostanie tam, gdzie jest.

„Jakoś dajemy radę”: zdanie, które kosztuje lata

Rozmawiając z właścicielami firm usługowych B2B, słyszę to zdanie wciąż od nowa. Jakoś dajemy radę. Czasem w wariancie „jest ok, ciśniemy do przodu” albo „dobrze nam idzie, będzie jeszcze lepiej”. I to nie jest kłamstwo. Firma faktycznie jakoś daje radę. Ma klientów, generuje przychody, wypłaca wynagrodzenia. Z zewnątrz wygląda na zdrową.

Problem w tym, że „jakoś dajemy radę” to nie jest opis sytuacji. To racjonalizacja odkładania zmiany.

Właściciel, który tak mówi, najczęściej ma świadomość problemu od paru lat. Widzi, że firma nie wykorzystuje pełni potencjału. Wie, że sprzedaż oparta na poleceniach jest nieprzewidywalna. Wie, że sam jest wąskim gardłem. Ale kalkuluje koszt zaangażowania w zmianę, patrzy na codzienne przytłoczenie różnymi sprawami i stwierdza, że obecny ból jest do zniesienia. Zmiana wydaje mu się droższa niż utrzymanie status quo.

Jest jednak coś, czego ten właściciel nie widzi. Najlepsze okno na wdrożenie zmian jest wtedy, gdy firma ma zasoby, czas i stabilność. Gdy sytuacja robi się naprawdę zła, jest już znacznie ciężej, aby coś zmieniać. Między świadomością problemu a momentem, w którym jest już naprawdę trudno, mija nawet parę lat. Ten czas po prostu przepada.

Pobierz poradnik o tym, jak rozwinąć firmę usługową B2B, która urosła i utknęła

Jak rozwinąć firmę technologiczną, gdy wzrost organiczny przestaje wystarczać

Większość firm usługowych B2B rośnie organicznie. Klienci przychodzą sami, głównie z poleceń i networkingu, czasem punktowego marketingu, a właściciel obsługuje tych, którzy do niego trafią. Na początku to wystarcza. Intuicja, szybkość działania, ciągłe iteracje. Na tym etapie nadmierne planowanie byłoby nawet stratą czasu.

Problem pojawia się później. Firma przechodzi przez fazę startową, ma klientów, ma przychody, ma zespół. I właściciel zaczyna traktować organiczny wzrost jako normalny stan rzeczy. Jako model działania. Tymczasem to nie jest dobry model działania, tylko bycie reaktywnym wobec rynku. Poleganie na tym, że polecenia będą dalej przychodzić, oczekiwania klientów pozostaną bez zmian i konkurencja zatrzyma się w miejscu, bywa złudne.

Wzrost organiczny pozwolił dojść tu, gdzie jesteś. Ale nie wystarczy, żeby znaleźć się tam, gdzie chcesz.

Jak rozwinąć firmę technologiczną, która doszła do tego punktu? Kolejny kanał marketingowy ani kolejny handlowiec tego nie załatwią. Potrzebna jest zmiana trybu, w jakim firma działa: z intuicyjnego i reaktywnego, w którym wszystko zależy od właściciela, na systemowy, w którym sprzedaż jest mechanizmem. Z zewnątrz wygląda to na kilka dużych decyzji. Od środka to ułożenie po kolei kilku obszarów: roli właściciela, strategii, modelu biznesowego, propozycji wartości, procesu sprzedaży i źródeł klientów. Każdy z nich omawiam poniżej, a na końcu zbieram je w listę dziewięciu punktów do sprawdzenia we własnej firmie.

Trzy etapy rozwoju firmy technologicznej B2B: start oparty na intuicji, plateau wzrostu organicznego i etap systemowyStartintuicja, szybkość, iteracjePlateaupolecenia, „jakoś dajemy radę”Systemstrategia, proces, liczby, delegowaniedryf bez zmiany trybu

Wzrost organiczny doprowadza firmę do plateau. Dalej rośnie tylko ta, która zmienia tryb działania z intuicyjnego na systemowy.

Firma zależy od właściciela: pierwsze wąskie gardło rozwoju firmy technologicznej

W pierwszych latach to właściciel sprzedaje. Networking, polecenia, rozmowy na konferencjach. To działa, bo właściciel zna produkt najlepiej, umie rozmawiać z każdym klientem, ma zaufanie zbudowane przez lata. Problem zaczyna się wtedy, kiedy firma urosła na tyle, że jedna osoba nie nadąża, ale za mało, żeby sprzedaż działała bez tej osoby.

W tym punkcie większość firm technologicznych utyka i tkwi w nim latami. Właściciel pracuje po naście godzin, firma rośnie o piętnaście procent rocznie, a każda próba delegowania sprzedaży kończy się tym, że handlowiec nie domyka, klient chce rozmawiać z właścicielem, a powtarzalność w działaniu nie istnieje. Wniosek jaki wyciąga właściciel: „nikt nie sprzeda tak dobrze jak ja”. To bardzo wygodna diagnoza. I niestety w dziewięciu na dziesięć przypadków błędna.

Problem nie leży w handlowcu, lecz w tym, że wszystkie elementy i doświadczenia potrzebne do domykania klientów, są tylko w głowie właściciela. Ma świetnie wypracowaną intuicję, którą wydaje się trudno spisać i zdelegować. Dopóki ta wiedza nie zostanie wydobyta, sparametryzowana i ułożona w proces, to żaden handlowiec nie ma szans na podobną skuteczność co właściciel.

Nie da się zdelegować czegoś, co istnieje tylko w Twojej głowie.

Dopóki proces sprzedaży jest taki, jak Ty go prowadzisz, ale nigdy nie został opisany, każda próba przekazania go komuś innemu skończy się rozczarowaniem. Dopóki obiekcje klientów nie mają opracowanych odpowiedzi, handlowiec będzie improwizował. Dopóki profil idealnego klienta nie jest zdefiniowany, każdy będzie rozmawiał z każdym. Więcej o tym, co naprawdę oznacza sytuacja, w której firma zależy od właściciela, piszę w osobnym artykule.

Wiedza operacyjna jest w głowach, nie w dokumentacji

Gdy pytam jak nowy handlowiec uczy się rozmawiać z klientem? Zwykła odpowiedź brzmi: „słucha jak rozmawia Marek”, „chodzi z Kasią na spotkania przez pierwszy miesiąc”, „z czasem łapie”. To nie jest onboarding. To jest myślenie życzeniowe, żeby nowa osoba okazała się zdolna do samodzielnego odtworzenia czyjejś niespisanej intuicji.

Playbook sprzedażowy, jasne kryteria kwalifikacji, spisane odpowiedzi na typowe obiekcje, frameworki prowadzenia kolejnych rozmów i jasne cele na każdy etap procesu, to nie jest luksus organizacyjny. To jest fundament, bez którego nie da się skalować zespołu. Każdy nowy handlowiec startuje od zera, zamiast startować z punktu, który firma już wypracowała. Dobrze działa też nagrywanie wewnętrznych wideo-tutoriali. Nowa osoba najpierw ogląda, a dopiero potem przychodzi z konkretnymi pytaniami, zamiast z pytaniem „od czego zacząć”.

To samo dotyczy wiedzy o klientach, produkcie, argumentacji cenowej, logice pakietów usług. Jeśli ta wiedza jest w różnych głowach w firmie, to firma jest zakładnikiem tych osób. Jeśli ktoś z nich wypada z firmy, to zabiera jej kawałek ze sobą.

Strategia sprzedaży B2B to nie zestaw działań

Wielu właścicieli myśli, że brak sprzedaży to problem braku leadów. Tymczasem obserwuję firmy, które mają zapytania, mają spotkania, wysyłają oferty i nadal nie rosną. Bo problem nie leży w ilości szans sprzedażowych, tylko w tym, jakie to są szanse i co się z nimi dzieje. Strategia to świadoma koncepcja na to, jak wygrać. Komu sprzedajesz i komu odmawiasz. W czym się specjalizujesz i z czego rezygnujesz. Bez tego firma dryfuje. A dryfowanie może wyglądać jak ruch, dopóki nie spojrzysz na mapę.

Strategia sprzedaży to nie jest kampania Google Ads plus handlowiec i strona internetowa. Strategia odpowiada na pytania: do kogo sprzedajemy a do kogo nie, czym się wyróżniamy w ich oczach, jakie kanały są najbardziej rentowne, jak wygląda droga klienta od pierwszego kontaktu do umowy, kto jest za który kawałek procesu odpowiedzialny, jak mierzymy i po czym poznajemy że to działa.

Większość firm technologicznych B2B nie ma tego spisanego. Działania sprzedażowe powstają reaktywnie, w odpowiedzi na to co akurat się wydarzyło. Mamy mniej leadów, więc zwiększamy budżet reklamowy. Handlowiec narzeka, więc zmieniamy skrypt albo pozwalamy obniżyć cenę. Odszedł klient, więc wprowadzamy nowy proces. Brak strategii nie jest widoczny od razu, bo kolejne taktyczne ruchy wydają się mieć sens. Ale rok później firma jest w podobnym miejscu, tylko bardziej zmęczona.

Strategia nie musi być dokumentem na dwieście stron. Może mieścić się na jednej kartce, tylko musi jasno pokazywać dlaczego, co i jak chcemy osiągnąć. Gdy pytam zarządy o sformalizowaną strategię, najczęściej słyszę, że jasne, mają, tylko tak bardziej w głowach i mogą mi opowiedzieć. Jeśli Cię to podbuduje: tak wygląda to nawet w bardzo dużych firmach. Najlepszy moment na spisanie strategii sprzedaży był rok, dwa albo trzy lata temu. Drugi najlepszy jest dzisiaj. O tym, jak kończy się skalowanie bez strategii, piszę osobno.

Cele sprzedażowe bez systemu sprzedaży

„Chcemy w tym roku urosnąć o trzydzieści procent.” Sam cel to nie problem, ale to czego brakuje, aby był realny. Pytam wtedy: jak wygląda wasz proces sprzedaży krok po kroku, ilu leadów potrzebujecie miesięcznie żeby domknąć plan, jakie są konwersje między poszczególnymi etapami, co robi handlowiec w pierwszych piętnastu minutach rozmowy. Cisza.

Cel bez systemu który go realizuje jest życzeniem. Firmy technologiczne B2B szczególnie lubią tę pułapkę, bo mają kulturę inżynierską i wierzą, że skoro zbudowaliśmy skomplikowane oprogramowanie, to sprzedaż jakoś się ułoży. Nie ułoży się. Sprzedaż też jest systemem. Ma swoje wejścia, wyjścia, wąskie gardła, punkty kontrolne. Dopóki nie zostanie tak potraktowana, wynik będzie losowy.

Ambitne cele bez procesu nie motywują zespołu. Frustrują go. Bo handlowiec widzi target, widzi brak narzędzi do jego dowiezienia i wyciąga jedyny logiczny wniosek: tego się nie da zrobić.

Model biznesowy firmy technologicznej, który sabotuje wzrost

Model biznesowy to całość tego, jak Twoja firma działa: jak tworzysz wartość, jak ją dostarczasz i jak na niej zarabiasz. Dla kogo coś robisz, co dokładnie, jak, przez jakie kanały, z jakimi zasobami i przy jakiej strukturze kosztów. W dużej firmie niedoskonałości modelu da się czasem ukryć budżetem, zespołem, wizerunkiem. W małej wszystko jest na wierzchu. Każdy błąd od razu uderza w płynność, energię właściciela i morale zespołu. Dlatego model biznesowy firmy technologicznej powinien być możliwie prosty, klarowny i dopasowany do realiów, w jakich pracuje właściciel.

Jednym z najczęstszych problemów, które widzę, jest zbyt szeroka oferta. Software house’y komunikują, że mogą wykonać dowolne oprogramowanie. Firmy wdrożeniowe oferują ERP, CRM, BI, AI, integracje i jeszcze kilka rzeczy na dokładkę. Skąd to się bierze? Z historii. Do firmy trafiali różni klienci na różne usługi, a o cash flow trzeba dbać, więc właściciel przyjmował i realizował. Z roku na rok oferta rosła, a skala firmy niekoniecznie.

Pomysły w stylu „dodajmy coś do oferty” pojawiają się jako odpowiedź na brak sprzedaży. Problem w tym, że brak umiejętności sprzedania podstawowych rozwiązań nie zostanie naprawiony przez większą ilość rozwiązań, których firma też nie będzie w stanie aktywnie sprzedać.

Firma próbuje sprzedać wszystko wszystkim

„Robimy oprogramowanie na zamówienie.” Dla kogo? „Dla każdego kto potrzebuje.” Jakie problemy rozwiązujecie? „Zależy kto czego potrzebuje.” Czym się różnicie? „Jakością i doświadczeniem.”

Takie firmy nie mają szans w prospectingu, nie mają szans w pozycjonowaniu, nie mają szans w konkurencji z firmami wyspecjalizowanymi. Klient który szuka partnera do konkretnego problemu, pomija firmę ogólną i wybiera tę, która robi dokładnie to, czego on potrzebuje. Nawet jeśli ta druga jest droższa.

Specjalizacja w firmie technologicznej B2B to nie jest zawężenie rynku. To jest warunek istnienia rozpoznawalnej wartości. Firma która robi oprogramowanie dla sektora fintechowego ma inny pipeline, inną cenę za godzinę, inne case studies i inną wiarygodność, niż firma która „robi systemy”. Pierwsza zwykle rośnie, a druga konkuruje ceną.

Gdy przeanalizujesz, na czym najlepiej zarabia Twoja firma, prawdopodobnie okaże się, że na około 20% oferty. Gdybyś wyciął pozostałe 80%, zyski wcale by nie ucierpiały, złożoność operacyjna by spadła, a marżowość wzrosła. To nie szersza oferta, tylko lepsza sprzedaż jest odpowiedzią na wyzwania wzrostowe firmy.

Trudna decyzja, która zmieniła wszystko

Zainwestowałem w firmę, która była hybrydą firmy marketingowej i software house’u: aplikacje webowe, mobilne, design, strony, social media. Żeby to zmienić, postawiliśmy na jeden obszar: firmowe strony internetowe wspierające sprzedaż B2B. Zrezygnowaliśmy z reszty. W roku, w którym spodziewaliśmy się spadku przychodów, przychody wzrosły o 40%, a zyski o 25%. Bo postawienie na jeden typ projektu umożliwiło zbudowanie powtarzalnego procesu, po stronie sprzedaży i produkcji.

Skończyło się przychodzenie handlowców z pytaniem, co zaproponować danemu klientowi i jak to wycenić. Proces sprzedaży jasno kierował na pierwszy płatny element współpracy. Po stronie produkcji powstała powtarzalna metodyka, a komponenty wypracowane w jednym projekcie wracały w kolejnych. Jedno zastrzeżenie: zanim firma zostanie przezbrojona, możesz odczuć perturbacje w płynności. Trzeba być na to gotowym mentalnie i finansowo, najlepiej z buforem i pewną elastycznością kosztową. Więcej o tym mówię w odcinku podcastu Droga Przedsiębiorcy „Przytnij ofertę, mniej znaczy więcej”.

Sprzedawanie czasu zamiast rezultatu

Kolejny element to model rozliczania. Większość firm usługowych rozlicza się za czas. Stawka godzinowa, dzienna, ileś osobodni razy ileś złotych. W takim modelu skalowanie wymaga liniowego wzrostu kosztów: więcej klientów to więcej godzin, więcej ludzi, więcej kosztów. A klient kupujący Twój czas nie widzi wartości, tylko koszt jednostki czasu. Może porównać Twoją stawkę z konkurencją i wybrać tańszą.

Alternatywa? Sprzedawanie rezultatu zamiast czasu. I budowanie elementów oferty, po które klient wraca regularnie: licencje, utrzymanie i rozwój po wdrożeniu, abonament na wsparcie, retainer na doradztwo. Jeśli w Twojej ofercie nie ma takich elementów, to albo nie dostarczasz wystarczającej wartości, żeby klient chciał zostać, albo po prostu nie masz ich w ofercie. Obie kwestie wymagają zaopiekowania.

Osobna sprawa to koncentracja przychodów. Jeśli jeden klient generuje więcej niż 15 do 20% Twojego przychodu, stąpasz po bardzo cienkiej linii, nawet jeśli dzisiaj zyskownej. Widziałem firmy, które rosły przez piętnaście lat i zatrzymały się z miesiąca na miesiąc, bo problemy pojawiły się u głównego odbiorcy albo w całej jego branży.

Propozycja wartości: firma mówi o technologii, klient kupuje rezultat

To jest największy pojedynczy błąd komunikacyjny firm technologicznych B2B. Firma opisuje siebie przez pryzmat tego, co robi technologicznie: stack, metodyka, kompetencje zespołu, doświadczenie w konkretnych rozwiązaniach. Strona firmowa wygląda jak CV techniczne, oferta handlowa to katalog funkcjonalności.

Wejdź na stronę dowolnego software house’u. „Nasze rozwiązania oparte są o najnowsze technologie.” „Mamy wieloletnie doświadczenie i zespół profesjonalistów.” Teraz wejdź na stronę ich konkurencji. Zobaczysz dokładnie to samo.

Twój klient nie jest w stanie zweryfikować tych deklaracji. Gdyby znał się na oprogramowaniu czy wdrożeniach ERP, nie potrzebowałby Twojej firmy. Przychodzi do Ciebie właśnie dlatego, że nie jest ekspertem w Twojej dziedzinie. A skoro nie jest, to nie potrafi odróżnić Twojego „doświadczenia i jakości” od dziesięciu innych firm.

Klient nie kupuje technologii. Kupuje to, co mu ta technologia wniesie w biznesie. Skrócony czas wdrożenia procesu. Spadek kosztu operacyjnego w konkretnym dziale. Możliwość obsłużenia większej liczby klientów bez zatrudniania nowych ludzi. Redukcja ryzyka regulacyjnego. Dziesiątki konkretnych rezultatów biznesowych, o których firma nie mówi, bo zakłada że „to oczywiste”.

Nie jest oczywiste. Klient ma własną perspektywę, nie musi wiedzieć na co mogą się przekładać konkretne rozwiązania. On nie tłumaczy sobie samodzielnie że „mikroserwisy w Kubernetesie” oznaczają „szybsze wypuszczanie nowych funkcji na rynek, więc szybszą reakcję na konkurencję”. Ktoś musi mu to przetłumaczyć. Jeśli firma tego nie zrobi, to zrobi to konkurencja. A jeśli oni też nie, to klient najpewniej odłoży decyzję na „lepszy moment”, który nigdy nie nadejdzie.

Rozwiązaniem jest odwrócenie kolejności komunikacji. Zamiast zaczynać od rozwiązania („robimy aplikacje mobilne”), zacznij od problemu klienta, potem pokaż rezultat, a dopiero na końcu przedstaw rozwiązanie. Klient nie kupuje rozwiązania. Kupuje wyjście z problemu i uzyskanie rezultatu, na jakim mu zależy.

Trójkąt Wartości: kolejność komunikacji od problemu klienta, przez rezultat, do rozwiązania123PROBLEMz czym klient się boryka i jakie są tego konsekwencjeREZULTATco klient chce osiągnąćROZWIĄZANIEczym to zapewniszKlient nie kupuje rozwiązania.Kupuje wyjście z problemu i rezultat,na którym mu zależy.

Trójkąt Wartości. Kolejność komunikacji, którą stosuję w pracy z firmami technologicznymi: problem, rezultat, dopiero potem rozwiązanie.

Pracowałem z agencją marketingową przekonaną, że klienci wybierają ją za jakość i kreatywność. Przeprowadziliśmy wywiady z ich klientami korporacyjnymi. Okazało się, że te duże firmy pracują z nimi z zupełnie innego powodu: bo można im dużo wrzucić na raz, robią wszystko w krótkim czasie i za relatywnie niewielką cenę. Własne przekonania o dostarczanej wartości bywają zupełnie inne niż to, za co cenią nas klienci. Dlatego warto po prostu zapytać: w czym właściwie pomaga Ci moja firma?

Jest jeszcze jedna rzecz, o której firmy technologiczne zapominają. Skoro klient nie potrafi zweryfikować meritum, to o wyborze decyduje wszystko inne: to, co i jak komunikujesz mu w procesie sprzedaży, jak wygląda Twoja strona, kogo masz w portfolio, kto Cię rekomenduje, jak wyglądają warunki umowy. Kupujemy przede wszystkim od tych, którym ufamy, że dostarczą dokładnie to, co obiecali. Sympatia bywa bonusem. Jak zbudować i opisać taką propozycję wartości, opisuję w osobnym tekście.

Proces sprzedaży B2B, którego najprawdopodobniej nie masz

Twoja firma ma klientów. Ma spotkania z potencjalnymi klientami. Wysyła oferty. Część z nich zamienia się w projekty. Więc masz sprzedaż, prawda? Niekoniecznie. Jeśli każde spotkanie wygląda inaczej, jeśli wycena zależy od tego, kto akurat ją robi i w jakim jest nastroju, jeśli nie da się opisać nowemu człowiekowi „tak prowadzimy rozmowy i pozyskujemy klientów w naszej firmie”, to nie masz procesu sprzedaży, tylko serię improwizacji.

Improwizacja działa świetnie, dopóki robi ją właściciel. W momencie, gdy chce to zdelegować, okazuje się, że nie ma czego przekazać.

Widziałem to wielokrotnie. Firma zatrudnia handlowca, daje mu CRM i mówi „sprzedawaj”. Po trzech miesiącach handlowiec ma pełny pipeline, ale trzydzieści procent to firmy, z którymi nie ma sensu rozmawiać. Nie pasują do profilu, nie mają budżetu, mają inne wymagania. Ale nikt tego handlowcowi nie powiedział, bo nikt nie opracował kryteriów kwalifikacji. Handlowiec bez procesu i jasnych kryteriów pomiaru staje się kolejnym kosztem, nie rozwiązaniem.

Z moich doświadczeń w małych i średnich firmach wynika jeszcze jedno. Fundamentalne procesy, a proces sprzedaży jest takim procesem, muszą zostać zbudowane i przetestowane przez właścicieli. Pomysł, żeby zatrudnić handlowca albo dyrektora sprzedaży, który zbuduje sprzedaż od zera, kończy się zwykle niepowodzeniem, nawet gdy ta osoba ma udokumentowane wyniki w większej organizacji. Czym innym jest podkręcić śrubki w firmie o zweryfikowanym modelu, z powracającymi klientami i siłą rozpędu, a czym innym zbudować to od fundamentu. Dopiero gdy proces przeszedł rynkowy bój, przychodzi czas, żeby go delegować.

Proces sprzedaży to nie biurokracja. To jasna odpowiedź na pytania: co dzieje się od pierwszego kontaktu do podpisania umowy, w jakiej kolejności, jakie cele są do zrealizowania na każdym etapie i kto za co odpowiada. Jeśli potrafisz to opisać, możesz to zmierzyć. Jeśli możesz zmierzyć, możesz poprawić. Jeśli możesz poprawić, możesz zdelegować. Tak właśnie zbudowany jest system sprzedaży SalesMachine, z którym pracuję u klientów.

Brak procesu ciągłego doskonalenia

Firmy technologiczne lubią wielkie ruchy. Rebranding. Nowa strona. Nowy segment klientów. Nowa linia usług. Każdy taki ruch zabiera kilka miesięcy, kosztuje dużo i rzadko przynosi efekt proporcjonalny do wysiłku.

Tymczasem realne przesunięcia wyniku sprzedażowego biorą się z czego innego: z drobnych, systematycznych usprawnień tego co firma robi codziennie. Przepisanie e-maila follow-upowego tak, żeby konwersja wzrosła z osiemnastu na dwadzieścia dwa procent. Zmiana kolejności pytań na pierwszym spotkaniu. Dodanie jednego kroku w procesie kwalifikacji który eliminuje źle dopasowanych klientów. Osobno każdy z tych ruchów wygląda banalnie. Razem, po roku, potrafią zmienić wyniki o kilkadziesiąt procent.

Firmy które nie robią tego regularnie, w końcu docierają do tych elementów, tylko już pod wpływem zewnętrznych czynników, gdy jest jakiś problem albo odejdzie lub nie wejdzie największy klient. Takie działanie reaktywne jest znacznie droższe, niż proces ciągłego doskonalenia w sprzedaży. O sukcesie firmy zadecyduje raczej suma małych kwestii niż jedno przełomowe wydarzenie. Na proces ciągłego doskonalenia masz codzienny wpływ. Na to, czy przytrafi Ci się coś spektakularnego, wpływu masz niewiele.

Właściciel nie zna własnych liczb

„Ile kosztuje Was pozyskanie klienta?” Nie wiem dokładnie. „Jaka jest konwersja z pierwszego spotkania na drugie?” Nie mierzymy. „Ile średnio leadów potrzebujecie żeby domknąć jednego klienta?” Zależy od miesiąca.

To nie są egzotyczne wskaźniki. To są podstawy, bez których nie da się podejmować racjonalnych decyzji sprzedażowych. Jeśli nie wiesz ile kosztuje Cię pozyskanie klienta, nie wiesz czy aktualne wydatki na marketing mają sens. Jeśli nie znasz konwersji między etapami, nie wiesz gdzie jest wąskie gardło procesu i co poprawić, aby zwiększyć skuteczność. Jeśli nie znasz swojego średniego cyklu sprzedaży, to nie wiesz ile tematów musisz otworzyć dzisiaj żeby zrobić wynik w kolejnym kwartale.

W firmach technologicznych B2B ten brak świadomości liczb uderza podwójnie mocno, bo cykle sprzedaży są zwykle długie, a wartości kontraktów wysokie. Pomyłka o dwadzieścia procent w prognozie, może skończyć się brakiem zajęcia dla sporej, zwykle drogiej części zespołu.

Przy okazji jednego z eventów rozmawiałem z prezesem firmy SaaS, który aktywnie szukał inwestora. Firma istniała od czterech lat, miała klientów i, jak twierdził, przetarte procesy sprzedaży. Zapytałem o liczbę nowych klientów miesięcznie, średni przychód na klienta, czas, przez jaki klienci zostają, koszt pozyskania. Prezes znał tylko średni miesięczny przychód, więc przywołał dyrektora handlowego. Dyrektor nie pamiętał kosztu pozyskania z reklam ani konwersji na etapach lejka, za to z dumą powiedział, że mają trzech handlowców i robią outbound. Nie wiedział jednak, ile nowych sekwencji kontaktowych inicjują w tygodniu, jaki mają open rate ani ile rozmów dziennie kończy się zamianą leada w prospekta. Zainwestowałbyś? A teraz z ręką na sercu: ile z tych liczb znasz w swojej firmie?

Jak pozyskać klientów B2B, gdy polecenia i inbound nie wystarczają

Polecenia to najczęstsze źródło klientów w firmach usługowych B2B i najlepsze pod względem jakości. Problem jest inny: nie kontrolujesz ich. Nie wiesz, kiedy się pojawią, ile ich będzie, na co i za ile będą. Nie możesz zwiększyć ich wolumenu na życzenie ani zaplanować pipeline’u na kwartał.

Cicha wersja tego samego problemu to firma, w której cała sprzedaż opiera się na inboundzie. Firma tworzy content, robi płatne adsy, od czasu do czasu wpadają polecenia. Sprzedaż jest domykana z tego co wpadnie i wszystko działa do pewnego momentu.

Problem pojawia się w dwóch scenariuszach. Pierwszy: źródła słabną. Algorytm się zmienia, kampania przestaje konwertować, polecenia wysychają. Firma nagle nie ma czym pracować i orientuje się, że nie wie jak wygenerować potencjalnych klientów aktywnie. Drugi: firma chce urosnąć. Trzeba wtedy zwiększyć wolumen wielokrotnie, a nie wystarczy po prostu wrzucić więcej pieniędzy na inbound. Nie w sensowny sposób, nie w sensownym czasie.

Dobre firmy technologiczne B2B mają oba silniki. Inbound buduje zaufanie i przyciąga klientów gotowych do zakupu. Outbound aktywnie dociera do tych, którzy jeszcze nie wiedzą że mają problem albo nie wiedzą, że Wy jesteście odpowiedzią. Firma bez aktywnego outboundu ma ograniczony wpływ na własny wzrost.

Przejście od „kto do nas trafi” do „do kogo my chcemy dotrzeć” jest jedną z najważniejszych zmian, jakie firma może zrobić. Zaczyna się od precyzyjnej segmentacji: kogo szukasz, w jakiej branży, jakiej wielkości firma, z jakim problemem, kto podejmuje decyzje. Na liście powinny pozostać wyłącznie firmy, co do których masz graniczące z pewnością przekonanie, że Twoja propozycja wartości będzie idealnie pasować.

Moje doświadczenia wskazują, że zimnym mailem można otwierać nawet prezesów firm o miliardowych obrotach. Różnica między mailem, który ląduje w koszu, a tym, który ktoś czyta i odpisuje, nie leży w narzędziu. Leży w procesie przygotowawczym: wyborze jednego elementu propozycji wartości, zbudowaniu segmentu i bazy, manualnej kwalifikacji każdego rekordu. Dopiero potem piszesz. Jeśli kontaktujesz się tylko z firmami, którym realnie możesz pomóc, masz większe przekonanie do tych działań, a to przekonanie jest widoczne w komunikacji.

Największy błąd w sprzedaży, jaki popełnia wielu właścicieli firm, to nie sprzedawanie, tylko pasywne czekanie i reagowanie na to, co się przytrafia. Sprzedaż nie zbuduje się sama i nikt nie przyjdzie, żeby Ci pomóc, jeśli nie weźmiesz za to odpowiedzialności.

Skalowanie firmy technologicznej: od wąskiego gardła do firmy, która działa bez Ciebie

Zacznij od jednego procesu. Opisz go tak, jak go prowadzisz dzisiaj. Przetestuj, czy ktoś inny jest w stanie go powtórzyć. Udoskonalaj. Iteruj.

Zatrudnienie kolejnych ludzi bez ułożonego systemu daje więcej chaosu, nie więcej skali. To samo dotyczy automatyzacji, o której dzisiaj tak głośno: jeśli zautomatyzujesz chaos, dostaniesz chaos, tylko w większej skali.

Wielu właścicieli nadal stara się zarządzać czasem: planują dzień, blokują sloty, tworzą listy zadań. Ale problem nie leży w czasie, leży w energii. Godzina głębokiej pracy strategicznej nie jest tym samym co godzina spotkań operacyjnych. Twoja energia jako właściciela jest jak promienie słońca. Rozproszona dociera do wielu miejsc, ale w żadnym nie jest dość silna, żeby cokolwiek zmienić. Skondensowana i skierowana w jedno miejsce rozpala ogień.

Prosty test, który polecam właścicielom: przez dwa tygodnie notuj, ile czasu spędzasz na dostarczaniu wartości klientom, w projektach, na administracji i gaszeniu pożarów, a ile na strategii, rozwoju oferty, rozwijaniu kompetencji zespołu i pozyskiwaniu najważniejszych klientów i partnerów. Ta proporcja mówi, na jakim etapie jest Twoja firma. Zmiana tej proporcji w określonym czasie to dobry cel dla właściciela. Praca w firmie zamiast nad firmą jest w porządku pod jednym warunkiem: traktujesz ten etap jako przejściowy.

Prokrastynacja w biznesie to często nie lenistwo, tylko objaw braku systemu. Odkładasz cold mailing, bo nie masz bazy. Odkładasz spotkania, bo nie wiesz, co zaproponować. Gdybyś miał system, kolejny krok byłby oczywisty. O tym, jak skalować małą firmę bez rozbijania jej po drodze, piszę w osobnym artykule.

Rozwój firmy technologicznej B2B: dziewięć obszarów do sprawdzenia

Wszystko, o czym piszę wyżej, sprowadza się do dziewięciu obszarów. Przejdź przez nie z ręką na sercu i policz, ile z nich rozpoznajesz u siebie.

Dziewięć obszarów, które blokują rozwój firmy technologicznej B2B1Cała sprzedaż zależyod właściciela2Cele sprzedażowebez systemu sprzedaży3Firma mówi o technologii,klient kupuje rezultat4Brak procesuciągłego doskonalenia5Wiedza w głowach,nie w dokumentacji6Właściciel nie znawłasnych liczb7Cała sprzedaż opiera sięna inboundzie8Firma próbuje sprzedaćwszystko wszystkim9Zestaw działańzamiast strategii sprzedaży

Dziewięć obszarów, które najczęściej blokują rozwój firmy technologicznej B2B. Więcej niż trzy rozpoznane u siebie to sygnał problemu z architekturą sprzedaży.

  1. Cała sprzedaż zależy od właściciela.
  2. Firma ma cele sprzedażowe, ale nie ma systemu sprzedaży.
  3. Firma mówi o technologii, klient kupuje rezultat.
  4. W firmie nie ma procesu ciągłego doskonalenia.
  5. Wiedza operacyjna jest w głowach, nie w dokumentacji.
  6. Właściciel nie zna własnych liczb.
  7. Cała sprzedaż opiera się na inboundzie.
  8. Firma próbuje sprzedać wszystko wszystkim.
  9. Firma nie ma strategii sprzedaży, tylko zestaw działań.

Każdy z tych dziewięciu błędów ma jedną wspólną cechę: wygląda na operacyjny, a jest systemowy. Nie naprawi się go punktowym działaniem. Nie rozwiąże go zatrudnienie nowego handlowca, zmiana strony, albo kolejna ciekawa kampania. Można je zaadresować przebudową sposobu w jaki firma w ogóle myśli o sprzedaży. Przejściem z trybu intuicyjnego i reaktywnego, w którym wszystko zależy od właściciela, do trybu systemowego w którym sprzedaż jest mechanizmem.

Jeśli rozpoznajesz w swojej firmie więcej niż trzy z tych punktów, to nie masz problemu z leadami, ceną ani zespołem. Masz problem z architekturą sprzedaży. I to jest dobra wiadomość, bo architekturę można zaprojektować.

Pierwszy krok

Przezbrojenie firmy, nawet małej, ale z utrzymaniem ciągłości działania, może zająć rok i więcej. Ale nawet najdłuższa podróż zaczyna się od pierwszego kroku. Czasem tym krokiem jest szczera ocena tego, gdzie jesteś.

W bezpłatnym przewodniku „Od intuicji do systemu” dokładniej opisuję mechanizmy, o których przeczytałeś w tym artykule, i dodaję ich więcej.

Okładka poradnika „Od intuicji do systemu: jak rozwinąć firmę B2B, która urosła i utknęła”

Co znajdziesz w poradniku:

  • Ponad 90% przedsiębiorców pracuje w firmie zamiast nad firmą. Dowiedz się, jak to zmienić.
  • Tylko 20% tego, co robisz, zwykle ma sens. Sprawdź, co konkretnie.
  • +40% przychodów dzięki jednej trudnej decyzji, która doprowadziła do 25% wzrostu zysków.


    Pobierz poradnik
    "Od intuicji do systemu - jak rozwinąć firmę B2B, która urosła i utknęła"

    Jak rozwinąć firmę technologiczną B2B: najczęstsze pytania

    Jak rozwinąć firmę technologiczną, która urosła organicznie i utknęła?

    Przez zmianę trybu działania, a nie przez kolejną taktykę. Firma, która doszła do plateau na poleceniach i networkingu, potrzebuje strategii sprzedaży (komu sprzedaje, a komu odmawia), zawężonej oferty, propozycji wartości opisanej językiem problemu i rezultatu klienta, spisanego procesu sprzedaży z liczbami oraz aktywnego outboundu obok inboundu. Dopiero wtedy da się przekazać sprzedaż komuś innemu niż właściciel.

    Od czego zacząć, gdy cała sprzedaż w firmie zależy od właściciela?

    Od spisania jednego procesu tak, jak właściciel prowadzi go dzisiaj: etapy, cele na każdym etapie, kryteria kwalifikacji klienta, odpowiedzi na typowe obiekcje. Potem test, czy ktoś inny potrafi go powtórzyć, i iteracje. Zatrudnienie handlowca przed tym krokiem zwykle kończy się pełnym pipeline’em złych klientów i wnioskiem, że „nikt nie sprzeda tak dobrze jak ja”.

    Czy zawężenie oferty nie zmniejszy przychodów firmy technologicznej?

    W krótkim okresie może dać perturbacje w płynności, dlatego przezbrojenie wymaga bufora finansowego. W firmie, w którą zainwestowałem, postawienie na jeden typ projektu dało w tym samym roku wzrost przychodów o 40% i zysków o 25%, mimo że spodziewaliśmy się spadku. Zwykle około 20% oferty generuje większość zysków, a reszta dokłada złożoność i obniża marżę.

    Jakie liczby powinien znać właściciel firmy technologicznej B2B?

    Co najmniej: koszt pozyskania klienta, konwersje między etapami procesu (na przykład z pierwszego spotkania na drugie), liczbę leadów potrzebną do domknięcia jednego klienta oraz średni cykl sprzedaży. Przy długich cyklach i wysokich wartościach kontraktów pomyłka o dwadzieścia procent w prognozie może zostawić drogą część zespołu bez pracy.

    Czym różni się strategia sprzedaży B2B od zestawu działań sprzedażowych?

    Zestaw działań to kampania reklamowa, handlowiec i strona, uruchamiane reaktywnie w odpowiedzi na to, co się wydarzyło. Strategia odpowiada, do kogo sprzedajemy, a do kogo nie, czym się wyróżniamy w oczach tych klientów, które kanały są rentowne, jak wygląda droga klienta od kontaktu do umowy, kto odpowiada za który etap i po czym poznajemy, że to działa. Może zmieścić się na jednej kartce.

    Ile trwa przebudowa firmy technologicznej z trybu intuicyjnego na systemowy?

    Przy zachowaniu ciągłości działania rok i więcej, także w małej firmie. Najlepszy moment na start to czas, gdy firma ma zasoby, stabilność i klientów, a nie moment, w którym robi się naprawdę trudno. Między świadomością problemu a takim momentem mija zwykle kilka lat i ten czas przepada.

    Porozmawiajmy o Twojej firmie bez zobowiązań: umów bezpłatną konsultację.

    O autorze

    Łukasz Zjawiński – przedsiębiorca, doradca biznesowy, strateg sprzedaży B2B i rozwoju firm. Founder & Head of Consulting w TechMine – Smart Scale Consulting. Jest twórcą Systemu Sprzedaży B2B SalesMachine. Pomaga przedsiębiorcom zwiększyć skalę działania, pokonać bariery wzrostu i zbudować powtarzalny system pozyskiwania klientów.